Agnieszka Jankowska-Marzec Potrzebni niepotrzebni – stypendium twórcze KPO dla kultury, jesień 2024

  1. Agnieszka Jankowska-Marzec

Transkrypcja:

Anna Petelenz: Dzisiaj moją gościnią jest dr Agnieszka Jankowska-Marzec, wykładowczyni akademicka, kuratorka i historyczka sztuki, współautorka projektu “Pracownie do wglądu“ i “Krakowskie pracownie”.

Czym są “Pracownie do wglądu”?

Agnieszka Jankowska-Marzec: To jest projekt, który mniej więcej zaczął kiełkować 2017. roku. Założyła go fotografka Anna Stankiewicz, która zainteresowała się pracowniami twórców i twórczyń w Krakowie i postanowiła je odwiedzać z aparatem w ręku. Wkrótce jednak stwierdziła, że to jest za mało, to znaczy, dobrze gdyby tym reportażom fotograficznym towarzyszyły rozmowy, wywiady z artystkami, artystami. Doszła do wniosku, że dobrze, żeby te rozmowy i te reportaże fotograficzne gdzieś publikować. I już wspólnie, we dwie; potem dołączyła do nas Martyna Nowicka, zatroszczyłyśmy się o to, żeby pojawiła się strona internetowa i na tej stronie, której premiera miała miejsce w grudniu 2018. roku zaczęłyśmy publikować rozmowy, wywiady z artystkami, artystami wraz z towarzyszącym im materiałem fotograficznym, przedstawiającym pracownie twórcze. Także na zdjęciach, na  których były pokazane prace tych artystów i artystek, z którymi przeprowadzałyśmy wywiady.

A właściwie po co jest nam potrzebna taka opowieść, takie zaglądanie do pracowni? Czy i co nam to mówi o artyście, czy o sztuce, którą on robi?

Myślę, że to jest ciekawe z tego względu, że osoby zainteresowane sztuką współczesną, mają możliwość oglądania tej sztuki w formie już gotowej, skończonej, podczas wernisażu wystawy, w galerii, czy w muzeum, czy w instytucji kultury. A w pracowni mają możliwość podglądania od kuchni jak powstaje sztuka, jak byśmy odsuwali kurtynę i wpuszczali widzów na zaplecze w teatrze,  czy w jakimś miejscu, gdzie powstają rzeczy, których na co dzień nie możemy obejrzeć. Nie wszyscy artyści, artystki chcą aby osoby z zswnątrz mogły zajrzec za kulisy ich pracy, ponieważ traktują to miejsce, jakim jest pracownia twórcza, trochę jako swoje sanktuarium. Nie chcą ujawniać sekretów swojego procesu twórczego, bo w pracowniach możemy ten proces, jak wygląda tworzenie dzieł sztuki, obiektów artystycznych, zobaczyć.

Kluczowe pewnie jest tu to słowo”podglądanie”? To na pewno jest wejście w świat intymności. Przychodzą mi do głowy takie przypadki, że na pewno są też twórcy, którzy mają pracownie w domu. I nie zawsze jest to “własny pokój”?

Niestety, wielu twórców ma pracownie w domu. Większośc jest w takiej sytuacji ze względu na kwestie ekonomiczne; nie stać ich po prostu na wynajęcie osobnej pracowni.  Nieliczni lubi a tak pracować; nie lubią poczucia, że tracą czas na dojazdy, że wychodzą z domu, pracują o nietypowych godzinach, na przykład w nocy. Zaczynają pracować kiedy przyjdzie im na to ochota, nie muszą wychodzić z domu kiedy przyjdzie natchnienie czy też przyjdzie im do głowy jakiś pomysł i chcieliby go szybko zrealizować. Wtedy to, że mają pracownie w mieszkaniu jest dla nich udogodnieniem. Ale bardzo często jest to bardzo uciążliwa sytuacja, bo w mieszkaniu unosi się zapach farb, kurz, nie zawsze udaje się zapanować nad nieporządkiem. To nie jest komfortowa sytuacja dla domowników. Czasem jednak muszą się do takiego, nie najbardziej dogodnego rozwiązania, przyzwyczaić.

Często żyjemy w takim przekonaniu, mówię o publiczności, że artysta to jest człowiek, który tworzy kiedy ma to przysłowiowe natchnienie, coś na niego spływa od losu, od Boga, od matki natury. On tworzy w uniesieniu i wtedy powstaje sztuka. A ty zaglądasz do pracowni artystów i widzisz jak to jest, czy to jest praca, czy wynik natchnienia? Czy to praca od ósmej do szesnastej?

To na pewno jest praca. Wszyscy podkreślają, że jest to po prostu praca, czasami żmudna, czasami satysfakcjonująca, czasami nie. Myślę, że to jest tak, jak z każdą naszą aktywnością. Także osób niebędących artystami. Ten rozkład dnia zależy bardzo od indywidualnych preferencji. Niektórzy zarzucają sobie rozkład dnia: wstają rano, idą do pracowni i przez osiem, dziesięć godzin pracują. To na pewno nie jest typowa praca od ósmej do szesnastej. Zresztą wszystkie wolne zawody, także wykładowców, naukowców, osób związanych z uczelniami – to zawsze jest taka praca, że pracuje się też w soboty, niedziele, bo ma się zajęcia w weekendy albo trzeba napisać artykuł, bo sam się nie napisze. To nie jest praca od poniedziałku do piątku. I podobnie jest w przypadku artystów. Każdy sobie dostosowuje rozkład dnia, rozkład tygodnia do własnych potrzeb. “Natchnienie” to raczej pomysł, jaki chcą zrealizować. Generalnie pracownia jest traktowana jako warsztat, jako miejsce pracy a nie jako miejsce wydumanych natchnień. Czy miejsce, w którym rozważają, siedząc w fotelu, problemy życiowe czy światowe. Pracownia to miejsce pracy. Może to jest trochę odmitologizowanie tego miejsca, ale taka jest prawda. Czasami pracownia to jest miejsce spotkań towarzyskich, a czasami działań artystycznych o charakterze efemerycznym; do pracowni są zaproszeni specjalni goście i tam odbywa się performans albo inne działanie twórcze. Niektórzy tak traktują te przestrzenie, ale dla zdecydowanej większości jest to miejsce pracy.

Jestes naukowczynią i kuratorką, i tropicielką pracowni, i krytyczką sztuki. Powiedz, którą z tych ról najbardziej lubisz, najlepiej się w niej czujesz i która z nich pozwala ci być najbliżej esencji, serca sztuki?

Wydaje mi się, że najbardziej kuratorki sztuki, bo to bardzo ciekawe zajęcie, poniewaz wiąże się, z jednej strony, z pracą z ludźmi, artystami – jeśli realizujemy projekt z  żywymi artystami – z drugiej strony wiąże się z wysiłkiem intelektualnym, bo trzeba przygotować wspólnie koncepcję tej wystawy, napisać tekst kuratorski, włączyć się  w działania promocyjne. Działalność kuratorska łączy w sobie  wiele aspektów i jest bardzo różnorodna, bo za każdym razem spotykamy się z inną osobą, osobami twórczymi. A jeśli pracuję nad wystawą muzealną, to też jest bardzo ciekawe, bo prowadzimy kwerendę, poszukujemy informacji źródłowych, przedzieramy się przez magazyny muzealne, czasem, zdarza się, mamy takie poczucie odkrywców. To także bardzo ciekawa praca. Krytyk? Na tym polu nie działam aż tak bardzo aktywnie. W Polsce mamy problem z krytyką, bo wiele osób zajmujących się krytyką równocześnie jest kuratorami wystaw. Łączenie tych funkcji jest problematyczne. Nie mamy obecnie stałych krytyków, którzy związani są z jakimś tytułem prasowym. To znaczy, że robią tylko to. Żyją jakby z boku i przyglądają się temu, co się dzieje   w życiu artystycznym,  a więc są niezależni, niezależni finansowo i w ten sposób także mają poczucie, że mogą wygłaszać różne, często bardzo kontrowersyjne sądy będąc niezależnymi. Te czasy już się skończyły, że krytyk był związany z prasą, z jakimś tytułem prasowym i miał pewną niezależność. Teraz często osoby zajmujące się krytyką, zajmują się innymi rzeczami, aby przeżyć. A praca wykładowcy też mi przynosi satysfakcję. Więc myślę, że każda z tych aktywności jest dla mnie ciekawa, bo powoduje, że unikam monotonii, co by mnie najbardziej przerażało, że bez przerwy, codziennie robię to samo. Oczywiście jakaś powtarzalność jest, to nie ulega wątpliwości, ale zawsze spotykam się z różnymi zaskoczeniami i to jest dla mnie bardzo pozytywne.

Chciałam jeszcze zapytać o Krakersa czyli (crakow art week) tydzień sztuki w Krakowie. Jedna z naszych krakowskich malarek, powiedziała mi kiedyś, że Krakersa wszyscy w Krakowie robią ale nikt na niego nie chodzi. Oczywiście odnosiła się bardziej do środowiska twórczego niż stricte do widowni. Ale coś w tym jest, że można mieć jakieś poczucie nadmiaru, nadprodukcji sztuki. Czy ty czasem masz takie poczucie?

Trudno i powiedzieć, bo to jest takie bardzo spontaniczne święto sztuki w Krakowie, z dużym zaangażowaniem młodych ludzi. Mam wrażenie, że to jest święto przede wszystkim młodych artystów i artystek. Przewodniczę jury sekcji Laboratorium. To jest sekcja, do której projekty zgłaszają głównie statystycznie młodzi twórcy, młode kolektywy. I dzięki dofinansowaniu są w stanie zrealizować swoje projekty. To są często studenci, pełni zapału, którzy po raz pierwszy pokazują swoje prace poza murami uczelni, co – myślę – ma bardzo duże znaczenie. Trudno mi powiedzieć czy ludzie ma to nie chodza, nie prowadziłam żadnych badań statystycznych, więc trudno mi się do tego odnieść. Jest tych wydarzeń zawsze trochę za dużo, można sobie coś wybrać i nie chodzić na wszystkie. W porównaniu do Warsaw Galery Weekend, który jest  imprezą o charakterze komercyjnym, obwarowaną różnymi zasadami, ktore powodują, że tylko niewielka grupa twórców może wziąć w niej udział, bardzo taką stricte sprofesjonalizowaną, ten Krakers ma taką świeżość i spontaniczność pokazów, które często przygotowywane są w takim dosyć szybkim tempie, mają taki charakter trochę efemeryczny. Ale na pewno budzą jakieś emocje, pobudzają do działania, zwłaszcza młodych artystów i artystek.

A czy w pracy w tej sekcji Laboratorium, lub w ogóle w pracy kuratorskiej, czy w swoich własnych poszukiwaniach tego, co się dzieje w sztuce współczesnej masz taką intuicję, że to się oprze próbie czasu?

Nie wiem.  Trudno jest powiedzieć, bo oceniać jakieś zjawisko artystyczne jest dobrze, gdy mamy perspektywę czasu – możemy się temu przyjrzeć z perspektywy czasu. Obecnie to jest tak dynamiczna scena, tak dużo się dzieje; mamy poczucie – przede wszystkim ze względu na media społecznościowe – że tak dużo się dzieje, bo mamy dostęp przez Instargam, przez internet do wydarzeń, które dzieją się na całym świecie. I mamy wrażenie, że tak dużo tej sztuki się produkuje, i trudno jest zdobyć się na ocenę sztuki, która powstaje na bieżąco, teraz. Tak naprawdę widzimy, że obecnie jesteśmy w stanie wyrobić sobie zdanie na temat tego, co działo się w latach osiemdziesiątych, czyli jest jakaś perspektywa trzydziestu pięciu, czterdziestu lat. Wtedy możemy tak naprawde powiedzieć, czy coś się ostało próbie czasu. Teraz jest zbyt blisko, żeby móc stwierdzić, co jest ciekawe, odkrywcze, inspirujące. Ja bym się nigdy o to nie pokusiła. Za trzydzieści lat, jako zgrzybiała staruszka być może będę mogła wtedy powiedzieć, które z tych zjawisk, co z tego, co się teraz dzieje, którym artystom udało się przetrwać. Bo niektórzy artyści dopiero po latach są odkrywani. Wyciągani  z zapomnienia. Nagle ktoś zainteresuje się twórczością jakiegoś artysty od dawna, zapoznanego, zapomnianego w jakimś magazynie muzealnym. I zainteresowanie jakiegoś historyka sztuki powoduje, że ta osoba, ta twórczość na nowo zostanie odczytana, na nowo odkryta. Mnie się wydaje, że w ocenie zjawisk artystycznych, w ocenie sztuki aktualnej, perspektywa czasu jest decydująca.

W takim razie czekamy na czas i bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę.

10687        

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *