Grażyna Borowik-Pieniek Potrzebni niepotrzebni – stypendium twórcze KPO dla kultury, jesień 2024

Grażyna Borowik-Pieniek

Transkrypcja:

Anna Petelenz: Dziś moim gościem jest pani profesor Grażyna Borowik-Pieniek, malarz, wykładowca akademicki, prezes stowarzyszenia Psychiatria i Sztuka im. doktora Andrzeja Kowala. Poza tym kuratorka wystaw między innymi w przestrzeni. “Stacja Badawcza Outsider Art”. Proszę mi powiedzieć czym jest galeria “Stacja badawcza”?

Grażyna Borowik-Pieniek: Pełna nazwa: Stacja badawcza. Outsider art” jak sama nazwa wskazuje sięgamy po okolice sztuki outsiderów. Osób, które są poza głównym nurtem jeśłi chodzi  o twórczość, poza mainstreamem. A galeria to jest placówka; w zasadzie nazwy galeria używamy troszeczkę nieformalnie dlatego, że jesteśmy Stowarzyszeniem Psychiatria i Sztuka, które istnieje 21 lat. W 2018 roku udało się pozyskać miejsce przy Kalwaryjskiej 29

Gdzie dzisiaj właśnie jesteśmy.

Tak, w Krakowie na Podgórzu. Walczyliśmy o to miejsce już wcześniej, ale łatwo nie było. Stowarzyszenie ma 21 lat a galeria sześć, więc walka trwała długo. Miejsce to nazwałam Stacją Badawczą Outsider Art a galeria, bo taka była umowa z miastem. My tu nie prowadzimy działalności biznesowej, nie zajmujemy się handlem sztuką, aczkolwiek jest to miejsce jak najbardziej poświęcone sztuce. Nie tylko sztuce outsiderów, ale również sztuce osób, które są profesjonalnie z nią związane. Wystawiają tu różne osoby; ogólnie zajmujemy się sztuką. A podział na sztukę profesjonalną, nieprofesjonalną zaciera się nawet w historii sztuki. Mamy mnóstwo przykładów artystów, którzy nie pokończyli żadnych uczelni artystycznych, a weszli do historii sztuki, są ogromnie znanymi osobami i nikt nie docieka, poza może jakimiś historykami sztuki, czy oni mają kwalifikacje czy nie mają kwalifikacji do wykonywania swojego zawodu, a zajmują się twórczością. To miejsce poświęcone jest twórczości szeroko rozumianej. I arteterapii poniekąd. Pracując na Uniwersytecie Pedagogicznym na wydziale sztuki przez mnóstwo lat, a jestem w ogóle malarką, utworzyłam tam, poza przedmiotami artystycznymi, również studia podyplomowe z arteterapii. Zawsze mnie to prywatnie fascynowało jak się to dzieje, że mamy wśród osób twórczych osoby, które borykają się z różnego rodzaju  problemami psychicznemi i ni etylko. A przy tym twórczość ich tego nie ujawnia, albo na tym nie cierpi. Ta Stacja Badawcza Outsider Art, to jest takie miejsce, gdzie prowadzimy szeroko rozumianą działalność artystyczną i arteterapeutyczną. Mamy wystawy artystów profesjonalnych, twórców Art Brut. Wśród outsiderów jeszcze wyróżniamy taką przestrzeń, gdzie pojawia się sztuka Art Brut, co jest troszeczkę czymś innym niż Outsider Art. Moi koledzy artyści mówią, że każdy chciałby być outsiderem, żeby być oryginalnym, a nie w tym głównym nurcie zaliczanym, klasyfikowanym  do takiego albo innego kierunku.

Czym jest Outsider Art? Kim są ci outsiderzy, którzy się w naszej rozmowie pojawiają w opozycji do twórców sprofesjonalizowanych?

Po pierwsze to są osoby, które nie kształciły się artystycznie na żadnych uczelniach. Często wśród nich możemy mówić o samoukach, o twórcach nieprofesjonalnych poniekąd, aczkolwiek dla wielu osób może to być ogromnie krzywdzące, ponieważ ten profesjonalizm niesformalizowany istnieje wśród osób,które są twórcze i które mają swoje osiągnięcia. Ten outsider to mogą być osoby różnych zawodów, osoby które kończyły bądź, przeważnie, nie kończyły  żadnych studiów. Czasami są to jakieś szkoły specjalne zawodowe. Część z nich boryka się z różnego rodzaju chorobami, niedyspozycjami psychicznymi. Często są zdiagnozowani w kierunku chorób psychicznych. Ale są też osoby, które na co dzień, czy ze  swojego wykształcenia, reprezentują inne zupełnie zawody, a sztuka jest dla nich czymś niezwykle istotnym, z czym się utożsamiają. I w zasadzie mamy takie przykłady, gdzie to prawdziwe życie, jak sami mówią, związane jest właśnie ze sztuką.

A jak się łączy psychiatria i sztuka, jak jedno wpływa na drugie?

W 2003 roku Stowarzyszenie Psychiatria i Sztuka zostało założone przez ówczesnego dyrektora szpitala Babińskiego, szpitala dla psychicznie i nerwowo chorych. I lekarz psychiatra w związku ze swoją pracą i doświadczeniem, doszedł do wniosku, że dla pacjentów szpitala Babińskiego bardzo ważnym obszarem aktywności są zajęcia twórcze. Albo zajęcia artystyczne, albo pracownie terapii zajęciowej, gdzie ze sztuką może te osoby nie mają coś wspólnego, bardziej chodzi o zajęcie ich czasu, ich rąk, ich myśli. Ale są też pracownie artystyczne, gdzie te osoby pod kierunkiem, ale przy opiece artystycznej osób przygotowanych, wykwalifikowanych mogą realizować się twórczo. I właśnie lekarz doktor Andrzej Kowal ze swoimi znajomymi lekarzami i artystami, pracownikami szpitala powołali Stowarzyszenie Psychiatria i Sztuka wierząc, że te zajęcia artystyczne, które mają działanie terapeutyczne dla pacjentów i takie prorozwojowe, gdzie poprzez sztukę te osoby mogą być przywracane rodzinie, społeczeństwu, samym sobie. Otworzono na terenie szpitala kilka tych pracowni i to Stowarzyszenie, które ma w swoim statucie szczególną opiekę i pomoc osobom twórczym – nie jakimkolwiek pacjentom, chodzi o osoby twórcze. Bo trzeba pamiętać, że w społeczeństwie 10 procent osób, bez względu na to, jakie reprezentują zawody czy są zdrowi, czy chorzy, to są osoby uzdolnione. I tak to sobie idzie przez różne grupy społeczne. Wśród pacjentów też mamy osoby niezwykle uzdolnione, które swoją twórczością prowokowały do twórczych działań artystów profesjonalnych, uważano, że są w normie psychiatrycznej. I to oddziaływanie w zasadzie nie wiem czy nie większe jest chorych na zdrowych. Bo ci chorzy, którzy realizują tę swoją sztukę zgodnie z tym, co uważają, że jest dla nich ważne, a nie co w danym momencie uważa krytyka artystyczna czy jakieś listy rankingowe. Realizują to, co chcą, uważają, że powinni to, co jest dla nich dobre, co jest słuszne. Profesjonaliści często rozglądają się i patrzą, co w tym sezonie warto robić, co się wystawia i co się sprzedaje, i za jakie pieniądze. A tych – nie można powiedzieć, że ich wszystkich  to kompletnie nie interesuje, ale w zasadzie mamy przykłady, że wśród tych twórców niepełnosprawnych takich bardzo wybitnych były osoby, które nie potrafiły czytać, pisać, często mówić. Zmagały się z różnego rodzaju niedyspozycjami, natomiast potrafiły tworzyć. I tych przykładów mamy ogromnie dużo. I to są osoby związane z naszą Galerią, miały niezwykle pokomplikowane życie. Pierwsza wystawa, która zrobiliśmy w Galerii to była wystawa Władysława Wałęgi, który w tym świecie sztuki outsidera czy Art Brut, czy czasami nieprofesjonalnej – to są terminy, które nie są tożsame, wymagają większej wnikliwej uwagi, żeby zobaczyć kto jest kto. To była osoba, którą znałam już znacznie wcześniej, mieszkał po sąsiedzku. To jest już wiekowy pan, którego prace są we wszystkich muzeach etnograficznych, w kolekcjach prywatnych. To jest człowiek, który przeszedł naprawdę trudne życie, wyjątkowo trudne. Można dojść do tych wątków jego życia i zobaczyć, że było szczególnie trudne, ale dzięki sztuce znalazł się w zupełnie innym środowisku niż to, na które – wydawało się – był skazany.  Stał się osobą, która jest identyfikowana, o jego prace zabiegają muzea i galerie, nie mówiąc o prywatnych kolekcjonerach. Przychodzą tu do nas osoby niezwykle interesujące. Z tej grupy outsiderów. Osoby, których życiorysy mogłyby wskazywać, że nigdy po sztukę nie sięgną, a okazuje się ich głównym zadaniem na przyszłe lata ich życia. Mamy bardzo bogate życiorysy, ludzi z wielkimi, niezwykłymi doświadczeniami. Ta wystawa, którą teraz mamy to wystawa Zbigniewa i Barbary Gostomskich. Zbigniew Gostomski, nieżyjący już profesor ASP w Warszawie, odegrał w polskiej sztuce awangardowej i w ogóle w polskiej sztuce ogromną rolę. Nazwisko znane historykom, badaczom i artystom. A za chwilę będzie sztuka outsiderów czy Art Brut, co ja osobiście bardzo lubię. Ale czasami pokazujemy takie wystawy mieszane gdzie jedni spotykają się z drugimi i dla osób niewtajemniczonych rozeznanie kto jest kim, czy ktoś pobierał nauki, czy nie pobierał? W zasadzie to jest bez znaczenia, ale często jest nieidentyfikowalne.

Sztuka, jako zajęcie, które przywraca do społeczeństwa, do życia. Ale jednocześnie pojawiła się moda, żeby wplatać sztukę do codzienności dla osób, które funkcjonują w społeczeństwie normalnie. Bo to poprawia humor, bo to wpływa na dobrostan. Czy to jest możliwe?  Czy to jest forma wyciągania z ludzi pieniędzy, żeby chodzili na kursy, wyrażali się poprzez malowanie?

Z jednej strony możemy mówić o arteterapii. W słowie arteterapia mieści się słowo terapia, czyli jest to rodzaj leczenia. I to nie jest już takie zajmowanie się hobbystyczne. To jest celowane, sprofilowane działanie, które ma na celu pomóc osobie chorej, borykającej się z depresją, z chorobami itd. powrócić do stanu równowagi. I wtedy mówimy o arteterapii. I często mylimy zajęcia hobbystyczne z terapią, która jednak ma wymiar medyczny. I ja nie wierze w te wszelkie takie krótkie kursy arteterapii. To muszą być studia, ci, którzy się zapisują na studia z arteterapii nie mogą odbyć jakiegoś dwutygodniowego przeszkolenia, a potem mówić, że zajmują się arteterapią i pomagają ludziom. To jest ogromny błąd i krzywda dla tych, którzy by się poddawali tym działaniom. Ale zajęcia plastyczne, które mogą podnieść ten dobrostan, mogą doprowadzić do tego, że rozwijamy się twórczo, pogłębiamy swoje umiejętności, pogłębiamy swoją wiedzę, swoje zainteresowania. W którymś momencie może się dla nas otworzyć zupełnie nowa jakość, przestrzeń, że stanie  się to nasza pasją. Mamy taką panią która dwa lata temu przeszła na emeryturę. Przyjeżdżała tu do nas ze swoim synem, młodym człowiekiem, który ma problemy chorobowe i jest osoba niezwykle utalentowną. Ona zajmowała się czymś innym; pracowała w sklepie całe swoje życie i kiedy tu przyjeżdżała została przeze mnie namówiona, wręcz zmuszona, podczas takich warsztatów do zrobienia jakiejś pracy, bo czekała bezczynnie aż się te zajęcia skończą. To było ponad dwa lata temu. I od tej pory ona zrobiła ponad dwa tysiące prac i doszła do wniosku, że na tej emeryturze, kiedy życie zawodowe się skończyło, a życie w wymiarze fizycznym jeszcze nie, ale już nie ma takiego swojego rytmu, nie ma zajęć, do których była przyzwyczajona. I okazało się, że ta twórczość stała się dla niej sprawą tak niezwykle ważną że wstaje o czwartej nad ranem i zaczyna od malowania. Nie ma dnia, żeby nie malowała. Wrzuca to do Instagramu, ma mnóstwo polubień, mnóstwo swoich ganów. Miała tu wystaw e indywidualną, na która przyszło mnóstwo zachwyconych ludzi. Wiele osób chce mieć te prace. Ceny nie są zaporowe. Jest to osoba, dla której otworzył się świat sztuki i ona się rozwija.

I jest szczęśliwsza.

Och, w ogóle nie ma o czym mówić. Nie robiłaby tego, gdyby tak nie było. Daje jej to zupełnie inny rodzaj satysfakcji, którego nie znała. Nie wiedziała, że może mieć tyle przeżyć, tyle wrażeń, tyle doznań poprzez to, co robi. Rozwija się technicznie, zaczyna rozróżniać możliwości techniczne sowich zabiegów artystycznych. Pojawiają coraz to nowe tematy. Ona mówi, że ma tak dużo pomysłów, że nie może nadążyć. Z zasadzie życie podporządkowała sztuce.

A czy sztuka wymaga widowni? Jest wielu twórców i wiele działań artystycznych, na które przychodzi bardzo mało ludzi. Wernisaże dla kilku osób, koncerty dla kilku osób.

Ja myślę, że sam proces tworzenia, to jedna strona sprawy. To sprawia radość, czujemy się dowartościowani, mamy jakąś wartość, na coś nas stać, mamy pomysły. Wchodzimy w zupełnie inny świat tak, jak ta pani, która nigdy, w ogóle nigdy nie zajmowała się sztuką. Przed nią otworzył się taki świat równoległy. Wszyscy artyści, nawet ci, którzy nawet się do tego nie przyznają, potrzebują publiczności. Wszyscy. Autor jest dla  siebie pierwszą publicznością. Ale chciałoby się jakiegoś potwierdzenia, że to, co robimy, to też są w stanie zobaczyć inni. Może inni, w tym,co nam się wydawało ważne i słuszne, dojrzą jakąś celowość, sens. Potwierdzenie w postaci upublicznienia prac, czy następstwa tego upublicznienia, to jest ogromnie ważne.Tak myślę. Upublicznienie w różnych formach. Nasi twórcy też wrzucają swoje prace na Instagram, na FB upubliczniają. Cieszy ich to, że inni to doceniają, zauważają. To jest na pewno ogromnie mobilizujące. To jest ogromnie stresujące – a mamy takie przykłady z historii sztuki, że kiedy artysta upublicznił swoje prace i został skrytykowany bardzo, to artyści palili niszczyli swoje prace, topili swoje prace w akcie rozgoryczenia i poczucia, że może to nie ma sensu, może idą w złą stronę. Więc publiczność jest bardzo potrzebna. My, w galerii  mamy już swoją publiczność. Pewni ludzie czują się z nami związani, bo my dwa razy w tygodniu mamy dyżury, jesteśmy organizacją pożytku publicznego, pracujemy kompletnie bez wynagrodzenia, pro bono, społecznie nie mając żadnego zewnętrznego wsparcia, żadnego. To jest dla nas bardzo trudne – koszty utrzymania lokalu, media: prąd, ogrzewanie – to wszystko jest dużym problemem. Składki członków nie wystarczają. Czasami trzeba dodawać z własnych pieniędzy. Ale są osoby, które tu przychodzą; są zawsze ci, którzy pokazują, co zrobili nowego ale także osoby, które nie zajmują się twórczością, ale dobrze się tu czują i lubią tu być; posłuchać o sztuce, zaprzyjaźniają się, jest tu takie miejsce, gdzie każdy czuje się dobrze. Mogę to powiedzieć z pełną odpowiedzialnością. Galeria jest nieduża, nie wszyscy na wernisażu są w stanie dostać się tak od razu, czasem trzeba poczekać, żeby wejść jak inni wyjdą. Jak na te warunki, to wernisaże mamy dość ludne, publiczność przychodzi, interesuje się tym, co się u nas dzieje. Mamy takie osoby, które przychodzą i mówią, że też coś robią, ale nie mogą się odważyć, żeby przynieść te swoje prace. Są tacy, jak ta pani, która ma przeszło dwa tysiące prac i jak przyjeżdża po dwu trzech tygodniach, to całą podłogę mamy zasłaną jej nowymi pracami. I wszyscy, którzy mogą to zobaczyć i podziwiać – jej determinację, taki zapał to jest coś tak wyjątkowego, niebywałego. To jej zaangażowanie jest niespotykane. Publiczność na wernisażach dla tych naszych outsiderów to jest sprawa bardzo ważna. Uczestniczenie w wernisażach też jest niezwykle ważne dlatego, że nie oglądają tylko swoich prac, tylko przychodza n awystawę i dla  nich to jest niezwykle kształcące. Widzą, co robią inni i zawsze jest ten moment porównywania się z tymi, którzy ida inna drogą, inaczej myślą, inaczej realizują te swoje działania artystyczne. Dla mnie jest to też niezwykle istotny wymiar arteterapeutyczny. To uczestniczenie w cudzych wystawach.

Wspomniała pani o działalności społecznej – tu sa efekty. Ale jest pani też, albo przede wszystkim, malarką, wykładowczynią, badaczką. Jak się łączy te wszystkie role? Czy któraś jest najważniejsza  teraz? Czy to się zmieniało?   

Skończyłam wydział malarstwa na ASP, wcześniej liceum plastyczne, więc sztuka zawsze ze mną była. I sztuką zajmuję się czynnie. Biorę udział w wystawach. Zajmuję się też performansem, biorę udział w różnych międzynarodowych projektach związanych z performansem. Moja działalność jest dla mnie niezwykle ważna. Przez przeszło czterdzieści lat pracowałam na wydziale sztuki Uniwersytetu Pedagogicznego, teraz przeszłam na emeryturę, ale  przeszło trzydzieści lat pracuję w krakowskich szkołach artystycznych ucząc malarstwa. Zawsze ten wymiar społeczny był dla mnie ważny. Na studiach zajmowałam się kołem naukowym, jak zaczęłam pracować na Uniwersytecie, byłam opiekunem koła naukowego przez przeszło trzydzieści lat; to wszystko absolutnie działalność charytatywna, społeczna. Stworzyłam na uniwersytecie, od podstaw, galerię, która trzydzieści lat przeszło funkcjonowała. I tam też zrobiłam bardzo interesującą wystawę […]icza. Dwadzieścia pięc lat w KiK-u prowadziłam galerię. To już trzecia galeria. Więc ta potrzeba upubliczniania, zachęcania, wiara w to, że sztuka może człowiekowi pomóc – zawsze mi towarzyszyły. Wierzyłam w nadzwyczajną moc sztuki, która może człowieka  tworzyć w ciągu jego życia i w oparciu o jego doświadczenia. Staram się to wszystko pogodzić. Gdyby nie to, że jestem malarką i malarstwa uczyłam, przedmiotów artystycznych zawsze uczyłam, to może nie potrafiłabym tych galerii prowadzić? Miałabym oże większe kłopoty?. W tej chwili organizuję te wystawy, aranżuję to jakoś i pisze teksty o sztuce nie tylko do katalogów, ale też zewnętrzne, do różnych magazynów o sztuce. Wszystko to dla mnie jest sztuką. Taką czy inną, w tym czy innym miejscu; wszystko jest sztuką. Sztuka się otaczam ze wszystkich stron.

Sztuka też trochę może być takim obszarem wtórnego klasizmu: kogoś wykluczamy, bo czegoś nie  rozumie, albo nie uczestniczy w życiu kulturalnym, nie konsumuje sztuki. Mówimy czasem językiem, który może być niezrozumiały dla ludzi spoza tej bańki. Jak się otwierać, jak temu przeciwdziałać? Czy to jest konieczne?

 Moja wiara w moc sztuki jest na tyle duża, n atyle jestem zdeterminowana, że poświęciłam się szkolnictwu, edukacji artystycznej z wiarą i nadzieją, że jestem w stanie młodym ludziom sztukę przybliżyć, sprawić, że stanie się dla ich wartością. Oczywiście, że są osoby, z których, żeby nie wiem jak bardzo by się chciało, nie da się tego ognia jakoś wykrzesać. Ale wydaje mi się, że bardzo dużo ludzi młodych, których uczyłam, z którymi pracowałam zapałało jakąś miłością do sztuki jeżeli nie czynnie, to przynajmniej nie unika wystaw. Mam taki przykład: w krakowskiej szkole projektowania chłopca, który przyszedł kompletnie surowy, zupełnie z innego świata. I zetknął się z tymi przedmiotami artystycznymi. I pojawiło się w nim na tyle zapału, że udało mi się go namówić na oglądanie filmów o sztuce w kinie Pod Baranami, które w każdą niedzielę są od jakiegoś czasu. I on chodzi bardzo systematycznie, ma potem jakieś pytania. Ten zapał mnie w jakimś sensie rozbraja.  Zachęciłam go do uczestniczenia w koncertach muzyki klasycznej, jeszcze nie rozumie różnych rzeczy, ale już mu się to podoba. To jest jeden przykład, ale takich osób, które nagle odkryły dla siebie ten świat  jest więcej. Oczywiście jak wpuścimy osoby bez przygotowania na wystawę sztuki współczesnej, to często rodzi się taki opór. Nawet u artystów. Od przeszło trzydziestu lat i obserwuję Biennale w Wenecji, zawsze uczestniczę, piszę teksty, zawsze jadę na otwarcie, na te wernisaże. Osobom, które są z branży też jest trudno czasem się rozeznać co jest co. Czy te jakieś śmieci przy ścianie to są pozostałości po niesprzątniętych pracach przygotowawczych, czy to już może jest instalacja. Ale trzeba pamiętać, i ja to zawsze powtarzam studentom, nie wszystko w galerii czy w muzeum jest dziełem sztuki. I może im się, to co oglądają, nie podobać. Ale żeby wiedzieli w jakim świecie żyjemy, jak inni myślą, co robią, więc czasami trzeba coś poczytać, zobaczyć. I właśnie sztuka współczesna jest taka, że jak nie doczytamy, to nie zobaczymy. Kiedyś może wystarczyło zobaczyć, dowiedzieć się. Teraz często trzeba mieć przewodnika, trzeba przeczytać ze dwie strony, żeby się dowiedzieć, co autor myślał, co chciał, jak to, co robi jest dla niego ważne. Sztuka staje się taka socjologiczna, bardzo społeczna. Te realizacje, które się pojawiają w muzeach czy na różnych wystawach – może ich miejsce powinno być gdzie indziej. Ona zostały tutaj jakby zawłaszczone – te działania i ta aktywność różnych branż. Nagle pojawiają się jakieś opracowane w formie wykresów jakichś danych na wystawy plastyczne. Wszystko się bardzo przenika, w takich żyjemy czasach.

Sztuka staje się coraz bardziej społeczna i staje się na przykład też głosem wykluczonych. Tegoroczne biennale w całości było temu poświęcone, przynajmniej w założeniu,  

Cztery lata temu też pojawiło się dużo sztuki Art Brut, to był w zasadzie takie wielki bunt i zwrócenie uwagi na osoby wykluczone. Teraz temat obcych, migrantów, mniejszości zdominowała biennale. Jest bardzo dużo rękodzieła mniejszości, małych kolektywów, które wspólnie coś tkają, robią inne rzeczy.

A co przed nami? Czy ta tendencja społecznego wymiaru sztuki i takiej hybrydyczności, łączenia różnych dziedzin, będzie się pogłębiać? 

Do tego, co było kiedyś już nie wrócimy. Teraz mówi się o sztucznej inteligencji. Straszy się nas, że sztuczna inteligencja zawładnie sztuką, jednak ja myślę, że są to takie nowinki, trochę zabawy. Dla AI bazą jest to, co człowiek do tej pory zrobił. To, co jest w sztuce niezwykłe, to to, że artysta może czymś zaskoczyć, może zaskoczyć po prostu niedoskonałością, na która jesteśmy wrażliwi i podatni. Może to, co jest niedoskonałe w człowieku dla  sztuki jest bardzo ważne?

Bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę.

20570

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *