Anna Maria Brandys
Transkrypcja:
Anna Petelenz: Dziś moja gościnią jest Anna Maria Brandys, artystka, wykładowczyni akademicka i kuratorka biennale tkaniny artystycznej w Poznaniu. Będzie pani kuratorką na przyszłorocznym biennale tkaniny w Poznaniu. Co to właściwie jest za impreza, o co w niej chodzi, kto na nią przychodzi, co na niej można zobaczyć i czego się właściwie możemy spodziewać na tym przyszłorocznym biennale?
Anna Maria Brandys: O tym, czego się możemy spodziewać będzie tak naprawde załeżało co artyści, osoby artystyczne, artystki i wszyscy, którzy nawet dyplomu profesjonalnego nie posiadają, zgłoszą nam na biennale. To jest konkurs otwarty, nie ma granic wiekowych, nie trzeba być profesjonalista w danej dyscyplinie, żeby móc z nami współdziałać. Biennale jest inicjatywą Fundacja jak malowana, która od pewnego czasu organizowana jest w partnerstwie z Uniwersytetem Artystycznym w Poznaniu. Ma na celu przypomnienie, że tkanina artystyczna jest świetnym medium sztuki współczesnej i ze względu na różne historyczno-sztuczne zawirowania w pewnym momencie została wypchnięta troszeczkę na margines, kojarzona tak dosyć pejoratywnie. Ale od wielu lat pracujemy i prywatnie, i jako fundacja, jako działacze, działaczki w kulturze, żeby przywrócić jej pozycję przypomnieć, że jest to język wypowiedzi twórczej, który może być zrozumiały dla każdej osoby, niezależnie od tego jakie jest jej przygotowanie do bycia odbiorcą kultury. Ponieważ tkaniny są wszędzie – i taki był temat przewodni pierwszej edycji biennale, która była realizowana w 2017 roku – i z takich kuluarów biennale powstało również na takiej zawiązce przyjaźni dlatego, że Karolina Grzeszczuk i ja znamy się jeszcze z czasów studenckich i doskwierało nam to, że już w czasie studiów tkanina była traktowana trochę gorzej, a to było coś, co nas interesowało. Postanowiłyśmy, że postaramy się to zmienić, na swoich warunkach. Nie wiem, na ile nam się to udaje, ale w międzyczasie w sztuce wydarzyło się tyle rzeczy, że wydaje się, iż trafiłyśmy w odpowiedni czas i w odpowiednie miejsce; uczelnia poznańska uzyskała patronat Magdaleny Abakanowicz, która też została przypomniana. I tak biennale się rozwija, a ja mam zaszczyt być tej edycji kuratorką. Decydowanie to dla mnie duży stres, ale też duży zaszczyt. Tematem jest: podróż do niewidzialności. Zapraszam, Open Call?] jest czynne, każda osoba może znaleźć wszystkie informacje i do kwietnia aplikować
Podróż do niewidzialności to taki temat troszkę przewrotny, bo wydawałoby się, że od niewidzialności chcemy uciekać, a nie do niej w racać.
Chciałyśmy, żeby tytuł był nieoczywisty i celowałyśmy osadzić to gdzieś w takich indywidualnych doświadczeniach, które każda z nas miała, których ja też, jako kuratorka i jako osoba doświadczałam. Głównym punktem wyjścia było to, w jaki sposób stajemy się niewidzialni. Co to właściwie znaczy. Z jednej strony jesteśmy przeładowani informacjami, czasem mamy ochotę się schować jak ślimak w skorupce. A z drugiej strony często doświadczamy, jako osoby twórcze, czegoś takiego, że wypadamy poza system. Dostałam maila od absolwentki z dawnych czasów, która przeczytała o czym będzie biennale i napisała jak bardzo sympatyzuje z tym, bo pamięta jak bardzo przeżywała to, że po zakończeniu studiów, które było dla niej powiewem wolności, dawało taką siłę i poczucie twórczej mocy. Po zakończeniu formalnej edukacji często tracimy trochę grunt pod nogami. Ja również go straciłam, dlatego ten temat wybrałam. Dzięki poczuciu wspólnoty, byciu w grupie, dzięki wsparciu innych osób udało się uzyskać tę widzialność. W mniejszym lub większym stopniu, bo to jest bardzo indywidualne kiedy i gdzie chcemy być widzialni. W Open Call pytamy gdzie są te granice. Oczywiście niewidzialność można rozumieć na wiele sposobów. O tym też jest w tekście kuratorskim. Zarówno zagadnienia z pogranicza fizyki też są bardzo ciekawe. Jako zespół, jako rada biennale jesteśmy bardzo otwarte na propozycje, które wpłyną. Z dreszczykiem ekscytacji czekamy na zamknięcie Open Call. Dzięki wsparciu miasta Poznania to Open Call jest dłuższe niż zwykle. Bo to jest też coś, co nam otwierało z racji świadomości warsztatu, z racji tego, że każda z nas miała doświadczenia z pracy w tkaninie wiemy, że często są to procesy czasochłonne. Kiedy Open Call trwał bardzo krótko, to wymaganie od osób zaangażowanie się na sto procent, żeby zrealizować jakąś pracę, jakieś działanie, które by chciały zgłosić było po prostu trudne. Już nie jesteśmy na studiach, cała nasza uwaga nie jest skoncentrowana na pracy twórczej, więc miałyśmy świadomość, że czas te z jest czynnikiem, który wpływa też na zaangażowanie, na jakość. Wydłużając nabór wychodzimy naprzeciw potrzebom osób artystycznych. I samej tkaniny.
Rozmawiamy dzień po ogłoszeniu nominacji do Paszportu Polityki dla Moniki Drożyńskiej, która jest jedną z, najgłośniejszych w tym momencie, osób tworzących w tkaninie artystycznej i w rękodziele. Wiem, że tu język bywa bardzo zróżnicowany. Tak samo, patrząc na tegoroczne biennale w Wenecji, można mieć trochę takie poczucie, że ta forma wyrażania się przez rękodzieło, przez pracę rąk, przez tkaninę, w bardzo różnych formach, że ona gdzieś na te salony artystyczne wraca. Czy tak rzeczywiście jest? Czy to przypadek? Jaką rolę taka forma sztuki pełni i może pełnić w sztuce współczesnej?
Uważam, że na pewno duże znaczenie, patrząc w pracy dydaktycznej z osobami studenckimi, miało znaczenie doświadczenie pandemii. Przypomnieliśmy sobie, dzięki temu trudnemu przeżyciu, które jednak próbujemy wymazać, jak by go nie było, to, że jednak jesteśmy zwierzętami stadnymi, że jesteśmy istotami wspólnotowymi i w naszej kulturze po prostu były działania związane zarówno z rękodzielnictwem, jak i wymuszonym przez rękodzielnictwo, byciem razem. Bardzo dużo jest kolektywów artystycznych, bardzo dużo osób odczuwa potrzebę budowania więzi. Bardzo dużo się zmienia, jeśli chodzi o rodzicielstwo, edukację. Bardzo wiele mówimy na temat tego, że do wychowania dziecka jest potrzebna cała wioska. I tkanina jest językiem, który naprawdę może być zrozumiały bez całego kontekstu dlatego, że tak naprawdę tkaninami otaczamy się od poczęcia. Jesteśmy owinięci w tkaninę i tkaniny są oswojone – z mojego punktu widzenia, choć mogę się mylić – bardziej niż performance czy video art. Wychodząc z takiego założenia, że zarówno edukacja jako taka, jako edukacja artystyczna w naszym kraju tak kuleje, że nie będę dolewać oliwy do ognia: myślę, że każdy to wie – mamy taką potrzebę (dotarcie pod strzechy pewnie by zabrzmiało źle), żeby przypomnieć nasze mamy, nasze babcie, nasze przodkinie – robimy te rzeczy i to miało dla nich taki element również budowania międzypokoleniowych więzi. To były techniki przekazywane z pokolenia na pokolenie. To jest cała siła rękodzieła, niezależnie od tego czy to jest męskie czy żeńskie. W ogóle podział na płciowość jest tutaj niekonieczny. Dzięki tej tajemnej/nietajemnej wiedzy możemy się czuć osadzeni jako jednostki. I to też jest, mam wrażenie, odpowiedź na bycie w kulturze terapii. Trudności, którymi się zmagamy jako jednostki, pandemia nasiliła.
Bliskość tkaniny jest czymś, co wyjęte z abstrakcji, która często towarzyszy, jest częścią sztuki współczesnej i wymaga dużego kontekstu, wymaga wiedzy, kompetencji – tkanina rzeczywiście wydaje się bliższa i naturalna. Wydaje się przedłużeniem życia…
Intymności. Każdy składa pranie.
…ale jednocześnie chyba przez tę bliskość, która jest jej cechą konstytutywną, te prace w tkaninie i prace związane z rękodziełem, czasem są utożsamiane z domowością, łagodnością, że światem trochę nudnym, gdzie “panie sobie dziergają i plotkują”. Ale jednocześnie – i to już wiemy z badań feministycznych – że ten świat rękodzieła i twórczości z tkaniną związanej, to często były też przestrzenie oporu.
Tak. Tkanina ma charakter wywrotowy.
Mnie tu przychodzą do głowy chilijskie [altillieras]. Kobiety w czasie dyktatury Pinocheta wyszywały historie, które im się przydarzały, często korzystały z materiałów swoich aresztowanych mężów. Jeżeli się takich historii nie zna, to może się wydawać, że to takie fajne kolorowe patchworki, które dopiero przy trochę bardziej czujnym przyjrzeniu się pokazują co tam na nich się dzieje.
Tkanina ma taki potencjał rewolucyjny. Ze względu na ten intymny charakter jesteśmy z nią jakoś obyci i przyzwyczajeni do tego, że się tam gdzieś znajduje. Traktujemy ja z przymrużeniem oka; siedzi sobie babcia i coś szyje. A z drugiej strony ona jest nośnikiem, które mogą zmieniać świat. I ja w to bardzo wierzę. I stąd to moje, osobiste i to nasze kolektywne zaangażowanie w tkaninę właśnie.
Czy w ramach biennale są obecne takie prace? Z takiej wywrotowej sfery.
Tak. Zdecydowanie są. Wydaje mi się, że być może jest to też podyktowane tym, że my, jako grono eksperckie takie prace doceniamy. Ale nie tylko takie. Uważamy, że jest to wielka wartość dlatego, że właśnie dzięki spojrzeniu na tego rodzaju wywrotowe, rewolucyjne, buntownicze realizacje w medium, które jest w jakiś sposób miękkie. Nie chcę epatować tymi określeniami, którymi się tkaninę obarcza, bo ona też może być szorstka, to zależy od tego jak jest wykonana, ale zaczynamy zastanawiać się nad pewnymi kwestiami. Nad problemami politycznymi, nad pewnymi zagadnieniami, nad niesprawiedliwościami. I podejmujemy w ten sposób dyskusję a mam wrażenie, że po prostu potrzebujemy się komunikować, żeby znajdować rozwiązania problemów, które nas nękają w kraju czy na świecie. Ta komunikacja […] tkaninę nawet o wywrotowym charakterze jest z naszego punktu widzenia […]. Zapraszamy do wszystkich rewolucyjnych głosów. Jesteśmy ich bardzo ciekawe.
Czy miałyście po strajkach kobiet miałyście napływ takich bardziej rewolucyjnych materiałów? Czy to się odbiło w biennale?
Zdecydowanie się odbiło. Ale były też takie głosy wcześniej, właśnie ze względu na długą historię […] sztuki w tkaninie. To się po prostu nasiliło, utrwaliło, ukonstytuowało i cieszymy się z tego, że miałyśmy przyjemność i zaszczyt oglądać te rzeczy i udostępniać je osobom odbiorczym.
Jest pani artystką, badaczką i kuratorka. Jak się te wszystkie role w pani pracy mieszczą? I jak się w tej pracy mieści praca związana z rękodziełem, z tkaniną?
Jest trudno odpowiedzieć na to pytanie, bo oprócz tego jeszcze czuję się edukatorką, jestem też mamą – jest mi dane łączyć bardzo wiele rzeczy. Czasem mam wrażenie, że właśnie przez to, że te wszystkie kwestie się przenikają, zarówno niewidzialna, domowa praca kobiet jak i niedofinansowanie w edukacji są podwalinami do tych rewolucji – może to za duże słowo – do tych rozmów społecznych, tych buńczucznych i bardzo dobrze – tych kwestii, które się działy na protestach i oby się działy dalej, ponieważ jest jeszcze wiele niezałatwionych spraw. I wiele czeka na załatwienie. Przenika się to jak wątek i osnowa. Próbuję znaleźć czas na wszystko. Pilnuję się, żeby nie stać się wężem zjadającym własny ogon, żeby znajdować w tym wszystkim jeszcze czas na odpoczynek, na rekreację. Na pewno dodaje mi siły, jako twórczyni to, że jestem otoczona przez wspaniałe – nie tylko kobiety, ale generalnie – osoby, które mi pomagają i mnie wspierają. Ucieleśniamy też te idee, o których chcemy mówić. To w moim życiu codziennym ma duże znaczenie.
A czym jest kolektyw PIKOTKI?
To jest nieformalne zgrupowanie osób – akurat tak się składa, że w tym momencie są tam same kobiety – które mają potrzebę wyjścia z dzierganiem w przestrzeń publiczną. Jest to tzw. yarnbombing czyli dziergane włóczką szydełkowe graffiti i są tam osoby o różnych profesjach – od księgowych po biolożki. Każda osoba, niezależnie jakie ma zaplecze życiowe czy edukacyjne, może z nami dziergać. Punktem wyjścia jest dzierganie w przestrzeni publicznej, ale ze względu na to, że jest tak wiele palących kwestii, że podejmujemy wątki – bierzemy na te szydełka i druty – zagadnienia palące, to są takie interwencje artystyczne. Ale też nie zawsze, nie zawsze te działania mają taki charakter; zdarzało się nam świętować 11 listopada po poznańsku czyli dziergać rogale, ale równolegle parę lat wcześniej robiłyśmy “Sto lat szala wolności” z okazji stu lat odzyskania niepodległości i praw kobiet. W to wszystko była też wciągnięta neuro różnorodność i osoby w spektrum, bo to też jest pole działania, które mnie interesuje: jak osoby z niepełnosprawnościami są wykluczane z uczestnictwa w kulturze. To działania z 2018 roku; teraz, na szczęście, to się bardzo zmienia, co mnie bardzo cieszy. Ale jednocześnie Pikotki są fantastyczne dlatego, że nie jestem w nich sama. I jeżeli zamiast stu kwiatków zrobię pięćdziesiąt, to kto inny, kto w tym momencie ma zasoby, zrobi ich więcej a efektem jest wspólna praca, wspólne działanie., wspólna akcja w przestrzeni miejskiej, którą staramy się zawsze łączyć z działaniem na potrzeby jakiejś grupy: 25 listopada był dzień eliminacji przemocy wobec kobiet, 19 listopada przemocy wobec dzieci. I we współpracy fundacji “Dziecko w centrum”, zrealizowałyśmy instalację na pomniku Trzech tramwajarek, które tu, w Poznaniu, symbolizują kobiety, które doznały przemocy systemowej. A jednocześnie, na szczęście, nie tylko my walczymy, żeby one nie były postaciami zapomnianymi. Jednocześnie do pokoju, w którym mogą się schronić ofiary przemocy został wydziergany kocyk przez nas. On jest w tych samych barwach i ma symbolizować, że te osoby nie są same nawet, jeżeli fizycznie nie zawsze jesteśmy w stanie być w takich sytuacjach, to chociaż w taki symboliczny sposób się zaangażować. Do tego zachęcamy też inne osoby, żeby myśleć o tym, że nie wszystko jesteśmy w stanie wziąć na swoje barki, ale pewnymi gestami wsparcia możemy okazywać solidarność. I to też ma bardzo poważny aspekt. Jest potrzebne.
Yarnbombing – może warto wyjaśnić czym yarnbombing jest?
Jar czyli przędza i bombing czyli bombowanie włóczką. Można to porównać do idei street artu, do graficiarzy, którzy tagują, a my zamiast zostawiania trwałych śladów, zostawiamy takie ślady włóczkowe w przestrzeni miejskiej, których celem może być zarówno estetyzacja danej przestrzeni, zwrócenie uwagi na to, że tam coś nie gra, jak i celebracja różnych wydarzeń, świąt – takie wypowiedzi o charakterze bardziej politycznym, zaangażowanym. To jest zjawisko znane na świecie. To nie jest tak, że my robimy coś, co odkryłyśmy. Ale ze względu na czasochłonność procesu dziergania nie jest to bardzo powszechne. Wydaje mi się, że szybciej idzie sprejowanie niż dzierganie. Choć jakieś zacne murale też nie jest tak łatwo zrobić. Ale dzierganie to po prostu inny język wypowiedzi.
Jaka będzie przyszłość rękodzieła, pracy z tkaniną, z materiałem – tej ręcznej wypowiedzi artystycznej w kontekście sztucznej inteligencji i tego, co będzie robiła AI w obrębie sztuki? Czy praca rąk będzie remedium?
Chcę w to jak najbardziej wierzyć. Ostatnio byłam na sympozjum w Centrum Aktywności Twórczej w Ustce. Była tam także Dominika Krogulska-Czekalska z ASP w Łodzi, z wydziału tkaniny. Ona się zajmuje żakardami. Opowiadała nam o eksperymencie, który jedna z osób studenckich wykonała próbując zachęcić sztuczną inteligencję do stworzenia programu do żakardu dla maszyny. I mimo że udawało się to, to jednak efekty w stosunku do tych zaprojektowanych przez tę osobę były dużo gorsze. Więc nawet ten prosty eksperyment dowodzi, że programowanie maszyny przez maszynę jest jeszcze długo surrealistyczną wizją, której się nie doczekamy. Mam nadzieję, że właśnie ze względu na wszechobecną cyfryzację, na kryzys związany z tym, że jesteśmy przebodźcowani, na to, co się dzieje w psychiatrii, na różne wieloaspektowe problemy społeczne, tym bardziej będziemy cenili rękodzieło. Bardzo chcę w to wierzyć i wydaje mi się, że tak musi być, ponieważ jako gatunek, zwyczajnie … Organizowaliśmy szkolny kiermasz. Dzieci robią ozdoby, a na to wszystko wchodzi wykreowana przez sztuczną inteligencję wizja tego stoiska. I to jest tak dalekie zarówno od możliwości jak i potrzeb, że zdroworozsądkowo patrząc pamiętajmy, że naszym zadaniem jest być razem, być w sposób twórczy. Każdy swoją twórczość będzie rozumiał na swój sposób i dzięki temu będzie znajdować jakieś okruszki szczęścia. I mam nadzieję, że ich będzie więcej. Tyle, ile będziemy potrzebowali, chociażby tyle, ile rękodzieło może nam dać, bo na pewno warto też podkreślać, że praca z rękodziełem daje bardzo dużo satysfakcji.
I wpływa na dobrostan psychiczny.
Bardzo zdecydowanie wpływa.
