Iwona Nowak
Transkrypcja:
Anna Petelenz: Dzisiaj moja gościnią jest Iwona Nowak miłośniczka kina i szefowa kina MIKRO w Krakowie. Czy po latach prowadzenia kina samo kino można jeszcze kochać.
Iwona Nowak: Tak, chociaż to jest coraz trudniejsze; administracja i to całe raportowanie spędza mi sen z oczu. Kiedyś było prościej, można było myśleć o kinie w kategoriach rozrywki, budowania czegoś. Teraz tak naprawde większość czasu spędzamy odpowiadając na maile.
A jak właściwie prowadzi się małe kino. Kino MIKRO jest jednym z najważniejszych małych kin w Krakowie i jedno z niewielu,które jeszcze funkcjonują. Jest to taka złota miejscówka w Krakowie.
To jest dosyć trudne zadanie. Jesteśmy kinem studyjnym, malutkim podmiotem, nie wygramy z multipleksami, więc musimy kombinować troszeczkę inaczej. Prowadzi się coraz trudniej ponieważ są coraz trudniejsze czasy finansowe. Nie mamy żadnego wsparcia. We Włoszech jest taki system, że kina studyjne, dostają dopłaty do wszystkich filmów, które grają i kierownik kina tak naprawde nie wie, co robić z pieniędzmi – tak ten system jest rozbudowany. W Polsce te kina są traktowane po macoszemu. Nie jesteśmy dobrem narodowym jak we Francji. Czesi też mają system dopłat. Nie jesteśmy wielka machiną, taką jak multipleksy, które narzucają różne rzeczy. Trochę to jest takie porównanie jak Żabki do Biedronki, coś w tym stylu.
Czy w ogóle na małym kinie da się zarobić?
Zarobić nie. To raczej takie balansowanie na granicy opłacalności. Jeżeli ktos tego ni elubi robić i liczy, że będzie miał dużo pieniędzy z prowadzenia kina, to może się troszkę zdziwić.
Ilu widzów przychodzi do MIKRO tygodniowo?
Trudno mi powiedzieć, w skali miesiąca, uśredniając do całego roku to około 4 tysięcy widzów. Wszystko zależy od pory roku, od propozycji programowej od dystrybutorów. Lepsze miesiące to jest listopad, grudzień, styczeń, luty, marzec. Potem jest trudniej w kinach. Ale to zależy od tego jakie mamy propozycje.
À propos takiego zjawiska jak marvelizacja Hollywoodu, które wpłynęło na kino, na gwiazdy kina, na postrzeganie jaką rozrywką kino się staje. Czy to ma jakiś impact na kina studyjne, czy to jest inny świat, z zupełnie innej bajki? I was to w ogóle nie rusza?
Odnosze takie wrażenie, że w zasadzie nie rusza. Kino czysto komercyjne gości na wielkich ekranach multipleksów, ma też swoją odrębną publiczność. Do kin studyjnych ludzie przychodzą pewnie z innego powodu. KIna studyjne grają te filmy, które są filmami festiwalowymi, dobrymi, nagradzanymi. Kina studyjne też starają się urozmaicać te pokazy, robimy mnóstwo cykli filmowych od “Kino i psychoanaliza”, “Mikrofelinizacja”, “Kino i historia”, żeby troszeczkę przybliżyć widzom nie tyle film, ile problem, który jest w filmie poruszany. I żeby można było wokół tych problemów porozmawiać.
W innych krajach kino może być dobrem narodowym. U nas jest inaczej. Już tylko wspomnienia po wielu kinach nam zostały. Czy w ogóle nie ma żadnej opieki nad małymi kinami studyjnymi?
To skomplikowane. Jest sieć kin studyjnych w Polsce. Operuje niedużą kwotą, bo to jest milion dwieście na cały rok, takiej pomocy. To jest pomoc minimalna. Kin studyjnych w Polsce jest około 200. A 90, a może 80 procent tych kin studyjnych, to są też po prostu kina tradycyjne. Ewentualnie kina w domach kultury. I te kina w domach kultury w małych miejscowościach radzą sobie bardzo dobrze. Nie muszą myśleć o tym, czy będa mieć na ZUS i na wypłaty, bo są utrzymywane przez samorządy. Duża część kin, i to są te kina najbardziej aktywne – te 20 procent kin studyjnych, to są kina prowadzone przez prywatne jednostki. Te kina mogą mieć problemy, bo nie ma systemu wsparcia globalnego dla kin studyjnych ani dla prywatnych. Takie wsparcie byłoby dobre, bo jeżeli poznikają kina tradycyjne, nie tylko studyjne, to zostanie nam tylko multipleks a potem zostanie tylko Marvel. Tak to się skończy.
Ale pandemie przetrwaliście. A to był wielki szok. I dla kin prawie że cios ostateczny. Tak się o tym wtedy mówiło, że małe kina studyjne się już z pandemii nie podniosą.
Udało się, ale to dzięki wsparciu PFR, dotacji ministerstwa kultury. Stowarzyszenie walczyło, żeby te kina jakoś wspomóc, ale udało się. Multipleksy miały swoje ścieżki dotacyjne i też obawiały się, że się nie podźwigną. Czytałam, że Cinema City ma w Europie upaść, ale się przecież tak nie stało.
Zbyt duzi, by upaść.
A my może zbyt mali, żeby sobie nie dać rady.
To nie jest zły wniosek. Ale jest jeszcze streaming, który też bardzo mocno wpłynął na to, co robimy w czasie wolnym, jak konsumujemy kulturę i jakie mamy oczekiwania. I też się mówiło, że streaming dobije kino. Mamy kolejną fazę rozwoju, streaming się coraz bardziej rozdrabnia, produkcja serialowa spowalnia i przestaje spełniać oczekiwania widzów. Czy widzisz w tym jakąś nową nadzieję dla kina?
Kino to jest takie miejsce, w którym się przeżywa filmy inaczej. Pandemia, owszem, spowodowała to, że ludzie przesiedli się, bo musieli, bo kina jako jedne z najdłużej zamkniętych jednostek Polsce, na streamingi. Ale ten proces wstawania z fotela powoli następuje, streamingi powoli zaczynają się ludziom nudzić, ale to jeszcze chwilę potrwa. Kina jeszcze nie wróciły do stanu sprzed pandemii jeżeli chodzi o frekwencję.
Czy widzowie jeszcze wrócą, czy trzeba znaleźć nowych widzów?
Trudno powiedzieć. Myślę, że część wróci. Być może znajdzie się… dorastają nowi widzowie. Na ile oni są przygotowani do oglądania filmów w kinach, trudno powiedzieć. Czy bardziej są przygotowani do oglądania dużych komercyjnych filmów w multipleksach, czy może artystycznego kina w kinach tradycyjnych. Jak to się rozłoży?
Czy młodzi ludzie przychodzą do kina? I to tacy młodzi młodzi.
Pojawiają się, ale to nie jest nasz główny widz. W większości widzami kin studyjnych są widzowie 30, 40 plus. Oni wiedzą po co idą do kina, repertuar wybierają starannie, mają więcej czasu, mają odchowane dzieci. Tak to troszeczkę z mojej perspektywy wygląda. Owszem, są pokazy, które gromadzą młodych ludzi, ale – co jest dla mnie dziwne – szukają filmów…chociaż, jak robiliśmy przegląd klasyki kina polskiego, od “Popiołu i diamentu” począwszy, okazało się, że przyszło mnóstwo młodych ludzi. Oni szukają klasyki kinowej. Może to jest dobry znak? Szukają czegoś, co zaspokoi ich potrzeby intelektualne, nie tylko marvele.
A też coś, co jest trudniej dostępne w wersji online.
Być może. Nie wiem czy “Popiół i diament” jest dostępny w sieci. Poza tym odnoszę wrażenie, że tego rodzaju kino trzeba przeżywać wspólnie. Stowarzyszenie uruchomiło ten przegląd filmów klasyki kina polskiego.
Jak się ogląda film w takim małym kinie?
Cudnie. Ja do multipleksów nie chodzę, bo nie mam takiej potrzeby, u siebie też przestałam oglądać, ale to z powodu, że jak się pracuje w kinie, to ciężko się ogląda filmy, bo człowiek ma wrażenie, że jest cały czas w pracy. Oglądam filmy, jak gdzieś wyjadę albo w innych, zaprzyjaźnionych kinach. Jak rozmawiam z różnymi kiniarzami, z różnych części kraju, to też mówią, że jakby przyjechali do mnie, to chętnie obejrzą, ale u siebie to nie bardzo. Ale oglądanie w małym kinie to jest dobre przeżycie. Takie kino ni ema wyposażenia jak multipleksy, bramki, kasy samoobsługowe… i może właśnie ten kontakt z człowiekiem w kasie jest potrzebny?
Czego sobie życzysz na nowy rok? W kontekście kina oczywiście.
Dobrych filmów. Czekam z utęsknieniem, ostatnie parę miesięcy pokazalo, że tych naprawde dobrych filmow było bardzo malutko.
Oferta ambitnych festiwali jest teraz troszkę gorsza?
Tak. Mieliśmy film Coppoli, na który liczyliśmy, mieliśmy Jokera. Joker 2 jest na granicy komercyjnego kina i kina artystycznego. Ale miałam nadzieję, że przyciągnie ludzi do kin, a to jest film, który powinno się oglądać w kinie. Tymczasem okazało się, że to wszystko klapy. Coś się wydarzyło podczas pandemii i kręcenia dla Netfliksów i streamingów z reżyserami, że nie potrafią utrzymać widzów w kinie? nie wiem na czym to polega. W kinie niektóre tytuły mają bardzo słabą frekwencję, potem się okazuje, że na streamingach jest wow! O co chodzi, nie wiem. Ale może się kiedyś dowiem jakim cudem tak się dzieje.
“Pieprzyć Mickiewicza” w kinach bardzo słabo poszedł, a potem czytam, że na streamingach święcił triumfy i chyba dlatego powstaje “Pieprzyć Mickiewicza 2”
Twój ulubiony film, który najbardziej lubisz oglądać? W kinie niekoniecznie swoim.
Mam wiele takich filmów, ale jak zaczynałam bardzo, bardzo, bardzo dawno temu pracę w kinie MIKRO, to pamiętam z uporem maniaka wypożyczałam do kina film “Ścieżka strachu” braci Coenów. I wchodziłam na swoje wybrane pięciominutowe sceny, a film obejrzałam chyba osiem razy. Ale mam dużo więcej takich filmów.
Życzę ci wielu ulubionych seansów w twoim wspaniałym kinie, a widzów zapraszamy do kina MIKRO.
