Michał Klimczyk Potrzebni niepotrzebni – stypendium twórcze KPO dla kultury, jesień 2024

A dziś zachęcamy Was do odsłuchania podcastów Anny Petelenz zrealizowanych w ramach stypendium twórczego “Potrzebni niepotrzebni – podcast z transkrypcją”

  1. Michał Klimczyk Szyszkodar

Transkrypcja:

Anna Petelenz: Dzisiaj moim gościem jest Michał Klimczyk – Szyszkodar, artysta, działacz, a przede wszystkim ratownik książek

Michał Klimczyk – Szyszkodar: Cześć. Tu Szyszkodar.

Książek jest więcej niż chętnych do czytania, książki są w absolutnej nadprodukcji, czasem można mieć wrażenie, że wszyscy piszą książki, że każdy przynajmniej chce napisać książkę. Mówi się, że każdy nosi w sobie przynajmniej jedną książkę, chociaz nie jest powiedziane, że każdy nosi w sobie dobrą książkę. Ale po co właściwie ratować coś, co jest w nadprodukcji?  

Przypomniały mi się takie statystyki, że ponoć w Islandii co dziesiąta osoba opublikowała swoją książkę. Tam rzeczywiście publikują dużo, mają to zjawisko przedświątecznej powodzi książkowej, bo tam jest tradycja dawania sobie na święta książek. No, ale ja podchodzę do tego jakoś szerzej. Nie patrzę na książki, tylko na opowiadanie historii. Wydaje mi się, że to jest w ludzkiej naturze, żeby sobie opowiadać historie. I robimy to, żeby kształtować jakieś podstawy, żeby uczyć się podobnych wartości, żeby budować wspólnoty, uczymy się o tym, żeby być dobrym, żeby szanować starszych, uczymy się miłości. I to wszystko opowiadaniem książek. Wydaje mi się, że mimo że rzeczywiście współcześnie wydaje się więcej książek niż było wydane w całej historii ludzkości, to widocznie taką mamy naturę, taką mamy potrzebę, żeby opowiadać te historie. Każdy ze swoją historią chce dotrzeć do jak największego grona odbiorców. Dlatego takie książki, które już są na śmietnikach, takie spisane historie na kartkach, wydaje mi się, że byłoby fajnie, żeby jeszcze może dotarły do jakichś nowych odbiorców. Dlatego je zbieram i chowam do biblioteczek plenerowych. No i samo to też wydaje mi się świetną historią. Ja w taki sposób opowiadam swoją.

Powiedzmy trochę więcej o twojej działalności, o ratowaniu książek. Wspomniałeś o bibliotekach plenerowych. Jeździsz po Krakowie swoim super pojemnym rowerem i ratujesz – od ludzi i ze śmietników – książki, których nikt nie chce. Jak to się wszystko zaczęło? Skąd taki pomysł? Współtworzyłeś taki projekt Książkodzielnia, czyli takie miejsce, gdzie ludzie książki oddawali. Teraz to przemieniło się w sieć bibliotek plenerowych. Skąd ta idea? I jak doszło do tego, że zacząłeś się tym zajmować?

Na studiach w Szkocji przeczytałem artykuł o człowieku, który zapoczątkował takie biblioteczki w Stanach. Nazywał się Toth[…]. Bardzo mi sie to spodobało. Miałem nadzieję, że uda mi się to jakoś przenieść do Krakowa. Taka idea jest bardzo inspirująca i się spodoba w mieście.  A jak wróciłem ze studiów, to już tych biblioteczek troszkę było. W międzyczasie taka fundacja, którą założyli studenci z UJ, zaczęła Książodzielnię. I najpierw myślałem, że troszkę mi się ten pomysł rozbił, ale zacząłem się udzielać jako wolontariusz w Książkodzielni. Ona się  szybko przepełniła, ewidentnie potrzebowali pomocy. Poprosili mnie, żebym koordynował ten projekt. A te sześć biblioteczek, które były w Krakowie, to ludzie nie za bardzo wiedzieli do czego służą. Pomysłodawca biblioteczek plenerowych opowiadał, że jeśli biblioteczki, te budki,  nie będą mieć swoich opiekunów, to nie będa działać, to nie zaskoczy. Przepełniona Książkodzielnia, a biblioteczki nie mają opiekunów, to zacznę – na początku takim zwykłym rowerem – te książki rozwozić. To się na maksa spodobało. Jakoś się rozchodziło wiralami, robili wywiady w radio, w telewizji i internauci zaczęli mnie zachęcać, żeby zrobić zrzutkę na rower cargo, który może pomieścić bardzo dużo książek. I udało się. To była jednak ciężka praca. Kiedy zakładałem zbiórkę myślałem, że pieniądze po prostu szybko się pojawią, (spadają z nieba?). A jednak nie spadają, trzeba było robić akcje promocyjne, prezenty/nagrody, żeby cały czas ludzi przyciągać do zrzutki, zarażać entuzjazmem. W międzyczasie zgłosił się polski producent rowerów, zaproponował konkurencyjną cenę, więc ostatecznie się udało, mam rower i mogę przewozić bardzo duże ilości książek. I jestem  z tego bardzo zadowolony, bo biblioteczki plenerowe często są w parkach, w takich miejscach niedostępnych dla samochodu. Albo jak od kogoś odbieram książki, jak od ciebie, to jak jest strefa A i jak bym chciał podjechać samochodem, to nie ma gdzie zaparkować. A jak już jest gdzie zaparkować, to koszty są dość spore. A rowerem nie muszę płacić.  I jest to dla mnie performance artystyczny. Tak to odbieram, Trudno czasem jest mi dokładać do tego pieniądze.

Tak czy inaczej ponosisz bardzo duże koszty. Czasowe, organizacyjne, zdrowotne. Mamy w Krakowie sieć takich biblioteczek plenerowych. Ile ich jest w tym momencie?    

Wydaje mi się, że już ponad czterdzieści. Ale zacząłem tworzyć mapkę i do mapki zacząłem dodawać biblioteczki spoza Krakowa albo nawet spoza Polski, to ciężko mi to oszacować dokładnie.

To są skrzynki/skrytki w różnych miejscach, do których przywozisz książki. Bardzo mnie ciekawi kto korzysta z tych bibliotek? Kto zabiera te książki do siebie?

Mamy bardzo zróżnicowane społeczeństwo, więc ludzie zabierają książki w bardzo różnym celu. W zasadzie to w każdym, jaki sobie można wyobrazić. To też zależy od dzielnicy Krakowa, bo na przykład w Nowej Hucie jak w Parku Ratuszowym wykładam książki, to tam już często w trakcie ładowania książek do szafy, to podchodzą często starsi ludzie, emeryci, przeglądają, czasem robi się takie zamieszanie, że ciężko mi jest rozładować te książki, muszę ich poprosić, żeby poczekali kilka minut, skończę rozładować i wtedy sobie zaczną przeglądać tę dostępną literaturę. Jeśli osiedle jest ekskluzywne, zamknięte, a jest obok osiedla biblioteczka, a nawet jest jedno osiedle, które ma swoją biblioteczkę, to albo biblioteczka jest dla prestiżu, albo ludzie sobie tam wybierają tylko książki aktualne, współczesne, modne rzeczy. I zawsze w tych biblioteczkach dla prestiżu książki są, a w Hucie na przykład książki tak szybko znikają, że niektórzy myślą, że są kradzione, albo coś. Tak nie jest. Jeśli się robi dostawę, to można doświadczyć tego, że rzeczywiście to są po prostu mieszkańcy.

I czekają na ciebie i na książki.

Nie chcę być jakimś ideowcem i opowiadać, jak jest pięknie, bo rzeczywiście zdarza się, że jacyś kloszardzi albo bukiniści zabierają je z zamiarem sprzedaży przez internet. I to też się zdarza. Ja wtedy powtarzam, że dla samej książki to jest dobrze, jeśli ona  trafi do obiegu komercyjnego z powrotem. To może jest mało etyczne, ale nie jesteśmy w stanie wpłynąć na etykę jakiejś osoby. Kloszardzi zazwyczaj zabierają je z myślą, że sprzedadzą je pod Halą Targową albo w jakimś antykwariacie. Ale bardzo często książki, które zostawiam w biblioteczkach plenerowych mają status, który antykwariusze, z którymi też współpracuję,  oni nazywają je niesprzedawalne. Więc kloszardzi zazwyczaj się zawodzą, bo nie dostają żadnych pieniędzy.  I znowu je gdzieś wyrzucają albo próbują sprzedać za złotówkę czy pięćdziesiąt groszy. Takie sytuacje też się zdarzają. Zdarza się, że w dzielnicach peryferyjnych, które graniczą z Krakowem, takie większe cegły czy słowniki ludzie brali po prostu do spalenia. Bo za Krakowem można palić w piecach. Już nie zostawiam tam encyklopedii czy słowników. Mam na nie inny pomysł, mam nadzieję, że uda się go zrealizować i będzie super.

Książka jest też takim narzędziem prestiżu, budowania wizerunku. Sam wspomniałeś o różnicach między osiedlami. Oddawanie bądź wyrzucanie książek to jest temat trochę wstydliwy. Żyjemy w takim świecie, że wszyscy kupujemy książki, czytamy je, w związku z tym jesteśmy super. Nikt się nie przyzna, że nie czyta książek. Ciekawa jestem jak ty funkcjonujesz emocjonalnie w takiej przestrzeni tego oddawania książek. Czy na przykład czujesz jakąś złość na ludzi, którzy na śmietnik wyrzucają książki?

W związku z tym, że realizuję to już ponad cztery lata, to wymaga olbrzymiej pokory i przymykania oczu na wiele spraw, bo inaczej bym się wykończył. Statystycznie Polak czyta jedną książkę rocznie. Jeśli mam co tydzień jakiegoś odwiedzającego i on zabiera dwadzieścia, czterdzieści książek, to zabiera je na czterdzieści lat? Co tydzień? Więc wiadomo, że coś z tymi książkami robi, bo nie ma nieskończonego miejsca. A to jest działalność z mojej strony prosto z serca. W swoim czasie, za swoje pieniądze. I troszkę jest taka zgryzota, że są, a raczej byli tacy stali bywalcy, jak jeszcze Książkodzielnia na Prądnickiej działała. Przy okazji zareklamuję: w tym momencie są kolejne, nowo otwarte Książkodzielnie. W Teatralnym Instytucie Młodych, w Fundacji Kocham Dębniki, w Klubie Kazimierz, na Mikołajskiej w Klubie Kultury też mają mały regalik. Tych regalików powstaje coraz więcej. I to jest fajne. Jak przyjeżdżam do biblioteczki plenerowej i tam są w środku zostawione śmieci, albo książki są rozwalone, jest dużo ulotek, jak ktoś się żali w internecie, że nigdy nie może skorzystać, że książki są w jakimś nieładzie, piszą legendy o tych bezdomnych, którzy je zabierają na śmieci, to taki ferment się strasznie rozchodzi po internecie. Wydaje mi się, że dużo łatwiej i chętniej się rozchodzi po internecie niż coś pozytywnego. Już parę lat temu tak sobie pomyślałem: jak tylko zacznę marudzić, czy narzekać, że mnie palec boli, że ludzie nie szanujecie biblioteczek, to to się skończy, ludzie przestaną podchodzić do tego z entuzjazmem. Więc, po prostu daję sobie siana. I wiele osób w internecie mogłoby dać sobie siana, zastanowić się i powstrzymać się zanim coś skomentują. Zaznaczam, że to są takie całkiem wybiórcze sprawy, bo przede wszystkim większośc społeczeństwa podchodzi z ogromnym entuzjazmem i bardzo im się podoba ta idea. Dlatego chyba realizuję to nieustannie, bo to działa w dwie strony. Mnie też dodaje to siły i radości z realizowania, kontynuowania, realizacji tego projektu.

A jak widzisz przyszłość tych biblioteczek? I w ogóle przyszłość książki? Będzie ich coraz więcej? I będą coraz bardziej niepotrzebne? Czy jeszcze się jakoś skleimy z tymi starymi książkami, bo będziemy mieli za chwilę książki pisane przez sztuczną inteligencję i nagle pokochamy stare książki.

Stare książki papierowe to jest rynek i wydaje mi się – w marketingu jest takie określenie, że coś jest za duże, żeby umrzeć. Wciąż wydaje mi się, że rynek książki papierowej jest za duży, żeby umrzeć. Ja w tym momencie ratuję książki od lat pięćdziesiątych do dwutysięcznych. Ale od dwutysięcznego roku wydano dziesiątki tysięcy pozycji, więc one za niedługo, za parę lat, będą do mnie trafiać i tak samo będę mógł je rozwozić do biblioteczek. Wiadomo, że książka ma dużą konkurencję, bo i gry komputerowe, i aplikacje na telefon czy telewizja na żądanie. Ale tak czy siak rządzą tym wszystkim ludzie biznesu i ludzie, którzy lubią robić pieniądze, więc wydaje mi się, że nie pozwolą jakoś takiej krowy, która wciąż daje mleko, zakatrupić. A co do przyszłości biblioteczek, to już w tej chwili musiałem jednak przyjąć (w związku z tym, że miałem operację tego palca, którą miałem przez to, że za dużo dźwigałem książek) funkcję bardziej reprezentatywną, zacząłem bardziej opowiadać o tych biblioteczkach, jeździć poza Kraków i pokazywać nowe, dodawać je do mapki. I bardziej otwarłem się na ludzi, na mieszkańców. Zacząłem się zwracać albo przez swoje media społecznościowe, albo  z pomocą fundacji, z którymi współpracuję, jak Fundacja z rąk do rąk, i szukać pomocników Szyszkodara. I to są po prostu zwykli mieszkańcy, którzy mieszkają blisko jednej albo kilku biblioteczek i mają możliwość przechowania większej ilości książek. Wtedy zawożę do nich czasem trzy, czasem dziesięć pełnych toreb książek i oni jak idą na spacer czy na zakupy, zanoszą tę literaturę do budek A jak im się skończy ten “nakład”, to dają mi znać, a ja przywożę kolejne. To dość wygodne i też jakoś budujące. Kiedyś zależało mi, żeby być takim bohaterem, super, ale nie da się. Każdy jest tylko z krwi i kości. A taka forma też jest fajna, wręcz jest przyjemniejsza, bo jest społeczna. Właśnie przedwczoraj byłem u jednej pani, która się zgodziła, na ulicy Celarowskie,j opiekować dwiema biblioteczkami i strasznie się z tego cieszę, bo długo nie mogłem tam nikogo znaleźć i jakieś panie się żaliły w internecie, bo tam nikt nie przyjeżdża, nikt nie zostawia książek. Więc mam nadzieję, że to się zmieni. Nawet poznawanie tych ludzi jest niesamowite. Okazuje się, że ta pani z Celarowskiej to jest była bibliotekarka, ale robi szydełkiem zabawki, jej mąż maluje ikony. Mieli na tyle zaufania, że wpuścili mnie do siebie do domu. To też jest niesamowite, bo to już jest pewna intymność: mogłem oglądać te ikony i zabawki z wełny, i to było wręcz niesamowite. Wręcz wzruszające ilu jest pięknych ludzi w Krakowie, o których się nawet nie wie, bo są anonimowi. Chyba, że się zacznie być Szyszkodarem.

Albo pomagać Szyszkodarowi.

Bardzo serdecznie ci dziękuję za rozmowę.

37. Krakowski Międzynarodowy Festiwal Kompozytorów

Już za nami uroczyste otwarcie 37. Krakowskiego Międzynarodowego Festiwalu Kompozytorów. W sobotni wieczór, 10 maja, w Filharmonii Krakowskiej im. K. Szymanowskiego, pod batutą Szymona Bywalca zagrała orkiestra Muzyki Nowej wykonując cztery wyjątkowe kompozycje. Wysłuchaliśmy utworów Michała Dormana, Macieja Jabłońskiego, Pawła Malinowskiego i Aleksandra Nowaka – specjalnego gościa festiwalu.

Kolejne dni festiwalu przyniosły jeszcze więcej muzycznych emocji. W niedzielę, 11 maja, w Bazylice Mariackiej odbyła się msza święta w intencji twórców i muzyków z Krakowa i Ukrainy, podczas której wykonano choralne utwory od gregoriańskich pieśni, przez kompozycje Wacława z Szamotuł i Orlanda Gibbonsa, po współczesne kompozycje Krzysztofa Michałka i Stefana Stuligrosza. Wieczorem tego samego dnia, we „Floriance” wystąpił Kwartet Śląski, prezentując dzieła takich kompozytorów jak Krzysztof Penderecki (Quartetto per archi, 1960), Zbigniew Bujarski (Kwartet smyczkowy Na jesień, 2001), Marcel Chyrzyński (Mindscape No. 1, 2025), Wojciech Widłak (Ostinato, 2025) oraz Aleksander Nowak (II Kwartet smyczkowy, 2011/2012).

W poniedziałek, 12 maja, można było usłyszeć utwory z nowoczesnego nurtu elektroakustycznego, w tym kompozycje Marcelo González Felina, Pedro Castillo Lara, Gonzalo Bifarella, João Pedro Oliveira, Federico Núñez oraz Leszka Wojtala, a także dzieła takich twórców jak Bogusław Schaeffer, Tytus Sikorski czy Maciej Bieniawski, prezentujące najnowsze techniki i formy muzyki elektronicznej i multimedialnej.

Festiwal trwa do 18 maja i na wszystkie wydarzenia obowiązuje WSTĘP WOLNY – tego nie można przegapić. To niezwykła okazja do poznania najnowszych dzieł polskich i zagranicznych kompozytorów. Zachęcamy do śledzenia programu i uczestnictwa w kolejnych koncertach, które będą nie tylko muzycznym doznaniem, ale także inspiracją do poszukiwań nowych brzmień i form. To wydarzenie jest świetną okazją, by zgłębić najnowsze trendy w muzyce współczesnej i spotkać się z twórcami, którzy kształtują przyszłość tego gatunku. Nie przegap kolejnych dni festiwalu – przed nami jeszcze wiele wyjątkowych prezentacji i premier!

Przejdź do strony festiwalu aby dowiedzieć się więcej.

Wernisaż wystawy: “dobry dom” [Miejsca nam wystarczy]

Miękki, ciepły, znajomy. Pachnie chlebem. Własny. Ale dom przytrafia się też w podróży, więc bywa nietrwały. dom trwa też w trakcie wojny, choć niekoniecznie nadal jest bezpieczny. Dom to też przecież Ziemia, choć własnymi rękami ją niszczymy. Czy więc dom zawsze jest najważniejszy? Co oznacza miasto “najlepsze do życia”? A może “dom” to po prostu uniwersum najważniejszych znaczeń?

Po “Złym domu” i serii podcastów zapraszamy na drugą wystawę w ramach projektu “Miejsca nam wystarczy”.

Artyści:

Melanie Hollaus, Anna Wańtuch, Beata Malinowska-Petelenz, Artem Humilevskyi, Wisz Orłowski, Anna Rzyczniak, Sebastian Ożóg, Piotr Kogut, Franciszek Araszkiewicz

Projekt realizowany jest ze środków Krajowego Planu Odbudowy. KPO dla kultury.

Koncert MISTRZOWIE I ICH UCZNIOWIE

Z dumą ponownie wspieramy wspaniałą inicjatywę muzyczną, czyli koncert z serii “Mistrzowie i ich Uczniowie”. W tym roku koncert poświęcony jest działaniom twórczym Marka Stachowskiego i Magdaleny Długosz. W trakcie koncertu usłyszymy także prawykonania wiatowe utworów Mateusza Bienia, Macieja Jabłońskiego, Zofii Dowgiałło i Piotra Roemera.
Koncert już 13.11.2024. o g. 19 w Auli “Florianka” przy ul. Sereno Fenna 15 w Krakowie
Program wydarzenia:Marek Stachowski – Magdalena Długosz.

Mistrzowie i ich uczniowie

13 listopada, godz. 19:00, Aula „Florianka” AMKP, ul. Sereno Fenna 15

Marek Stachowski Trzy interludia na klarnet i fortepian (2001)
Mateusz Bień Nowy utwór na klarnet i fortepian (2024) – prawykonanie światowe
Maciej Jabłoński Nowy utwór na klarnet, fortepian i elektronikę (2024) –
prawykonanie światowe
***
Magdalena Długosz SaxSpiro na saksofony i warstwę elektroakustyczną (2011)
Zofia Dowgiałło Nowy utwór na saksofon i perkusję (2024) – prawykonanie
światowe
Piotr Roemer Nowy utwór na saksofon, perkusję i elektronikę (2024) –
prawykonanie światowe
Wykonawcy: Barbara Borowicz (cl), Krzysztof Guńka (sax), Bartosz Sałdan (perc.),
Dominika Peszko (pf) oraz Maciej Jabłoński, Magdalena Długosz i Piotr Roemer
(realizacja elektroniki)

Wernisaż wystawy: “zły dom” [Miejsca nam wystarczy]

Czy „dom jest sześcianem dzieciństwa | dom jest kostką wzruszenia” (Zbigniew Herbert) a może „Dom to wcale nie ściany | i sufity i podłogi” (Anna Kamieńska)?

Dom, oprócz duszy, ma też i ciało. Fizycznie dom jest – lub go brakuje. Jest zabałaganiony lub czysty. Dom może wzmacniać i dom może męczyć. Mieszkamy w konkretnych miejscach, przestrzeniach i kontekstach, których nie da się wymazać. Męczyć mogą domowe emocje ale i zły dojazd, brak zieleni lub sąsiedzi. Jak mieszkamy i co z tego wynika? Dlaczego niektóre przestrzenie nazwiemy „złymi”? Jak przestrzeń wpływa na psychikę i czy polski dom różni się od innych?

Serdecznie zapraszamy na międzynarodową wystawę „zły dom” w ramach projektu „Miejsca nam wystarczy”.

Artyści: Josef Ka, Mariusz Twardowski, Natalia Kepesz, Marcin Petelenz, Maciej Skaza, Vlad Nikorcuk, Magdalena Milert, Sebastian Ożóg, Franciszek Araszkiewicz

Media: fotografia, video, sound art

Projekt realizowany jest ze środków Krajowego Planu Odbudowy. KPO dla kultury.

Miejsca nam wystarczy – projekt w ramach KPO dla kultury

Z radością informujemy, że nasza fundacja zrealizuje przedsięwzięcie w ramach Krajowego Planu Odbudowy – KPO dla kultury pod tytułem “Miejsca nam wystarczy – wystawy sztuki i podcast z transkrypcją”. Jest to projekt poruszający temat fizycznego i społecznego sąsiedztwa w polskich miastach i małych miejscowościach. Jak mieszkamy i co z tego wynika? Dlaczego w niektórych miejscach czujemy się lepiej i jak poprawić pozostałe? W ramach przedsięwzięcia zrealizowane zostaną 2 wystawy sztuki (realizacja stacjonarna w Momentum Gallery w Krakowie) oraz seria podcastów z transkrypcją (realizacja w sieci, publikacja w serwisach spotify, youtube, na stronie niemuzeum.pl) będąca omówieniem rozmów z ekspertami: architektami, socjologami, psychologami, artystami. Celem projektu jest współpraca i przepływ wiedzy i kompetencji między sektorem artystów i architektów oraz praktyków przestrzeni.

Serdecznie zapraszamy do śledzenia i uczestnictwa!